Rozjaśnij ciemność!

Poniżej zamieszczam post z insta z 26 maja 2019r., kiedy nie miałem jeszcze odpowiedzniej przestrzeni, by zamieszczać tego typu treści. Na szczęście powstało miejsce, w którym właśnie jesteś. Pod zacytowanym postem znajdziesz mój komentarz i moje dzisiejsze spojrzenie na ten temat 🙂 Miłego czytania! „Dlaczego uważam siebie za człowieka sukcesu? Zacznę od początku. To, co napisze nie jest przejawem chwilowego uniesienia czy emocji, a szeregiem procesów myślowych, jakie zachodziły w mojej głowie przez ostatnie miesiące. Uważam się za człowieka sukcesu, ponieważ w końcu doszedłem w swoim życiu do miejsca, w którym czuję się tak rewelacyjnie. O moim sukcesie, nie stanowi ani majątek, ani życie zawodowe, ani to, co myślą, czy mówią o mnie inni ludzie bądź to, jak w stosunku do mnie się zachowują. Miarą mojego osobistego sukcesu jest to, co sam o sobie myślę i to, co sam w stosunku do siebie czuję. To, że się kocham, przyjaźnię się ze sobą i wiem, ze zawsze mogę na sobie polegać. Gdyby zabrano mi wszystko co mam oraz wszystkich ludzi, których kocham, wyrzucono mnie z pracy, sponiewierano słownie, to mimo tęsknoty czy chwilowego zatrzęsienia, wiem, ze zawsze dam sobie radę, bo mam siebie i sobie ufam. Czuję się równy ze wszystkimi, nie jestem ani lepszy, ani gorszy – naprawdę wszyscy jesteśmy równi, niezależnie od wszystkich okoliczności i “życiowych określników”. Moje odkrycie siebie, pokochanie siebie, uwolniło mnie od przeglądania się w czyichś oczach i szukania tam aprobaty, akceptacji i potwierdzenia mojej wartości. Owszem, liczę się ze zdaniem innych ludzi, głównie mądrych, ale pod żadnym pozorem nie pozwalam by czyjakolwiek opinia wpłynęła na moje poczucie własnej wartości. Nie muszę nikomu nic udowadniać, z nikim się ścigać. Ani w pracy, ani w życiu czy w związku z drugą osobą. Jest to uczucie silnie wyzwalające i obezwładniająco uszczęśliwiające. Jestem wolnym, silnym i bogatym człowiekiem – bogatym w siebie, czyli w największą wartość jaką kiedykolwiek mogę mieć żyjąc na ziemi. Wiem, ze krocze najwspanialsza ścieżka jaką mogę kroczyć, bo jest moja. I ścieżka każdego z Was jest równie piękna i najlepsza dla Was. Mialem etapy w życiu, kiedy chciałem być trochę jak ktoś inny, jak idol, jak ktoś kogo w jakimś sensie podziwiam. Dziś wiem, ze wystarczam. Wystarczam taki, jaki jestem. Każdy wystarcza. Co nie jest wg mnie tożsame z wyzbyciem się ambicji i marzeń. Mam mnóstwo marzeń i równie dużo ambitnych panów. Życiowych i zawodowych, jednak ich osiągnięcie nie jest warunkiem mojego szczęścia. Co, więcej, z każdym dniem, mam co raz większe pragnienie by moje życie, poza byciem dobrym dla siebie i innych, stanowiło jeszcze coś więcej. Miało większy sens niż samo istnienie, życie codzienne czy praca. Jeszcze nie wiem co to będzie i w która stronę potoczy się moje życie, ale wiem, ze któregoś dnia odkryje jeszcze większe powołanie mojego życia. Póki co, obiecałem sobie, ze pomogę każdemu kto pomocy potrzebuje i jest gotowy ja przyjąć. Każdy z nas rodzi się z wielkim światłem, które czasami w wyniku różnych zdarzeń, wychowania itp, zostaje przygaszone. Jednak w dorosłym życiu nikogo nie można za to winić. Ani kolegów, ani rodziców czy nauczycieli. Każdy dal nam dokładnie tyle ile mógł w danej chwili oraz tyle ile sam wcześniej dostał. W dorosłym życiu to my jesteśmy odpowiedzialni za siebie i za swoja wartość, niezależnie od tego, co od świat dostaliśmy. Ja wziąłem pełną odpowiedzialność za siebie, za swój stan umysłu, za swoje życie. I właśnie to przejęcie odpowiedzialności daje niezwykłą siłę i pewność, że niezależnie co się dzieje, czy dzieje się nam dobrze czy źle, to ja decyduje co z tym robie i jak to odbieram. Jak wpływa to na mój dalszy los. Czy usiądę i bede płakać, czy wyciągnę konstruktywne wnioski i pójdę z uśmiechem dalej, doceniając największy dar jaki mam – życie. Proszę Was byście niezależnie od tego jak bardzo przygaszono Wasze światło, spróbowali przywrócić swoj naturalny, pierworodny blask. Każdy go ma!!! Tylko pozwólcie mu się uwolnić.Pewnie to, co pisze dla wielu jest oczywiste. Mi jednak trochę zajęło odkrycie tych prawd. I głęboko z serca każdemu tego życzę. Mógłbym mówić o tym godzinami, jednak każdy sam i na swoj sposób musi to w sobie poukładać. Jeśli komukolwiek i jakkolwiek to pomogło to się cieszę. Nie będzie żadnej większej puenty. I nie potrzebuje się na nią silić. Gadajcie ze sobą, zaopiekujcie się sobą, kochajcie się, nie krytykujcie się, akceptujcie bezwarunkowo, z wadami i zaletami, nie porównujcie się do innych i kroczcie własną, najpiękniejszą z możliwych ścieżką. Bądźcie ludźmi sukcesu! Już jesteście!!! Wystarczy, ze głęboko w to uwierzycie. Kocham Was❤️”
Komentarz 10/11/2019 Pisząc powyższy post, znajdowałem się w bardzo wysokiej wibracji i bardzo silnie odczuwałem wolność. Nadal, całym sobą, podpisuję się pod tymi słowami. Wiadomo jednak, że od tamtej pory do dnia dzisiejszego, odczucie to, nie było przez cały czas na tak wysokim poziomie. Ba! Śmiało mogę powiedzieć, że chwilami było nawet na poziomie niskim. W tamtym czasie, przekonany byłem, że celem procesu rozwoju osobistego jest stan permanentnego szczęścia, radości, satysfakcji i znalezienie się w krainie miodem i mleka płynącej. Dziś wiem, że jest to niemożliwe. Niezależnie jak długo i jak intensywnie będziemy się rozwijać, niezależnie od tego, ile książek przeczytamy, to mimo wszystko nigdy nie będzie idealnie. I ten fakt, sam w sobie, już jest wyzwalający. Skoro bowiem wiemy, że nigdy w naszym życiu nie stanie się się tak, że absolutnie wszystko jest idealne, to tym samym doznajemy ulgi i większej akceptacji w stosunku do chwili obecnej, do swojego obecnego położenia we wszechświecie. Co więcej, odkryłem, że to właśnie stany, w których czujemy się gorzej, mogą mieć kluczowe znaczenie dla naszego rozwoju. Dotarło do mnie, że czasami warto zrobić krok w tył, lub na chwilę się zatrzymać, by mój wykonać duży skok w przód. Mimo, iż sam uniezależniłem pogodę swego ducha od pogody za oknem, zdaję sobie sprawę, że wielu z Was odczuwa w okresie jesiennym spadek motywacji, radości z życia i wiary w siebie. Głowa do góry! Zanim pogoda nie będzie miała już wpływu na Twój stan, potraktuj ten okres właśnie jako chwilowy przystanek. Przystanek na przyjrzenie się sobie, na zajrzenie wgłąb swojego serca. Dostrzeż zwłaszcza to, co najbardziej chcesz od siebie odepchnąć. To nie przychodzi bez przyczyny. Przyjmij to, zaakceptuj i zaopiekuj się tym, a szybciej sobie odejdzie. Wtedy Ty, z lekkością i morzem radości, wykonasz kolejny skok. Załóżmy, że przychodzi teraz do Ciebie silny niepokój o przyszłość. Wmawiając sobie, że wszystko jest super, tak naprawdę walczysz z tym niepokojem, zamiatasz problem pod dywan i chcąc nie chcąc odrzucasz samego siebie. Pamiętaj, że mrok, „złe” emocje, „złe” myśli, to również TY! Element Ciebie. Zatem, kiedy przychodzą emocje, które Ci się nie podobają, których czuć wcale nie chcesz, ale udajesz sam/sama przed sobą, że wszystko jest super, to wiedz, że wykazujesz brak akceptacji i miłości w stosunku do siebie. I nawet jeśli uda Ci się siebie oszukać, to pamiętaj, że te niezaopiekowane emocje i stany zamiecione pod dywan, prędzej czy później gdzieś wyjdą, znajdą swoje ujście. A im bardziej coś od siebie odsuwasz, tym bardziej to do Ciebie lgnie. Wcale nie twierdzę, że akceptowanie „ciemności” jest łatwe i proste. No i na pewno nie jest turbo przyjemne hehe 🙂 Sam mocno nad tym pracuję. Jednak przekonany jestem, że jest to wspaniałe narzędzie, które sprawia, że nasze życie staje się co raz przyjemniejsze i lżejsze. Powiedzmy, że poziom mojej „ciemności” wynosi 10. Jeśli jutro przyjdzie do mnie jakaś „ciemność” i zamiotę ją pod dywan, to poziom nadal będzie wynosił 10, a owa „ciemność” przyjdzie do mnie znowu za jakiś czas. Poziom „traumy” nie zmienił się. Jeśli jednak zaopiekuję się tą „ciemnością”, przyjrzę się jej i spojrzę na nią jak na małe zlęknione dziecko, wtedy „ciemność” ta poczuje się zaopiekowana, pokochana, przytulona… i rozjaśni się, zniknie. Wtedy ogólny poziom mojej „ciemności” spadnie. I już nieważne o ile. Ważne, że ten jeden zakamarek mojej duszy będzie już rozświetlony. I najlepiej robić tak z każdą ciemnością, która do nas przychodzi. Im więcej w sobie rozjaśnimy, tym jaśniejsze i pełniejsze będzie nasze życie. Życzę sobie i Tobie, drogi czytelniku, jasnego, pięknego życia. Tylko ja mogę rozjaśnić swoje i tylko TY – Twoje. Do dzieła! 🙂 pawelgoral


Powrót na stronę główną 🡒